poniedziałek, 28 lipca 2014

Żegnając Hanka Moody'ego

Siedem lat to kawał czasu. W tym czasie można skończyć studia z dwuletnim poślizgiem czy odchować dziecko na tyle by wysłać jej do szkoły. Siedem lat to również czas jaki była nam dane śledzić perypetie życiowego Hanka Moody'ego w serialu "Californication".



Ty który to czytasz bądź ostrzeżony wpis zawiera spoilery   

W ostatnią niedzielę czerwca stacja Showtime pokazała ostatni odcinek serialu "Californication". Łącznie stacja wyemitowała 84 odcinków podzielonych na siedem sezonów, który każdy liczył po dwanaście epizodów. Przez te wszystkie odcinki przewinęło się dziesiątki jeśli nie setki kobiet ale dla Hanka liczyły się zawsze tylko dwie: córka Becca i miłość jego życia - Karen. Znakami rozpoznawczymi głównego bohatera serialu poza powodzeniem u kobiet były: czarne koszulki (a może zawsze ta sama jedna koszulka) i Porsche 911 początkowo model drugiej generacji Carrera 2 Cabrio a w ostatnich sezonach model szóstej generacji Carrera S Cabrio.


W ostatnim odcinku "Californication" twórca serialu i scenarzysta większości odcinków Tom Kapinos zdecydował się na zakończenie otwarte. Hank pięknym romantycznym gestem wkrada się ponownie w łaski Karen i wspólnie lecą na ślub Becci do Nowego Jorku. Z pozoru piękne szczęśliwe zakończenie ale jednak nie mamy pewności, iż Moody nie spieprzy tego tak jak wiele razy wcześniej. Takie wrażenie potęguję wykorzystanie w finale ostatniego odcinka utworu "Rocket man" Eltona Johna, który pojawił się już w finale trzeciego sezonu, kiedy na jaw wyszedł romans Hanka z Mią. Z drugiej strony "Rocket man" pojawił się również na koniec pierwszego odcinka pierwszego sezonu, kiedy Hank wspominał szczęśliwe chwile spędzone wspólnie z Karen i Beccą. Tak więc może to być również zapowiedź kolejnych szczęśliwych chwil w życiu Hanka.


Trudno wyobrazić sobie inne zakończenie serialu od tego zaserwowanego przez twórców. Bo niby jak inaczej zakończyć "Californication" niż wspólnym powrotem Hanka i Karen do Nowego Jorku? Czyż nie do tego Moody niemal przez cały serial dążył? Pojawia się za to inne pytanie czy aby dojść do tego zakończenie twórcy serialu naprawdę potrzebowali aż siedmiu sezonów?


Pierwsze cztery sezony były dla mnie bardzo dobre i śledziłem je na bieżąco. Trzymały one mocny wysoki poziom. Niezależnie czy Hank próbował odzyskać Karen czy współpracował z Lew Ashbym czy był wykładowcą akademickim czy też był oskarżonym w procesie sądowym - kupowałem to i co tydzień oglądałem kolejny odcinek czekając zwłaszcza na zakończenie sezonu, które zazwyczaj było rewelacyjne. Po czwartym sezonie coś się zmieniło. Za piąty sezon zabrałem się dopiero po ukazaniu się wszystkich odcinków a szósty sezon obejrzałem dopiero na miesiąc przed premierą siódmego sezonu by znów móc na bieżąco śledzić losy Hanka w jego ostatnim sezonie. Niby dalej było tak jak kiedyś ale nie sprawiało to już takiej frajdy jak dawniej. Choć kolejne odcinki oglądało się dobrze to widoczny był brak sensownego pomysłu jak serial ma wyglądać dalej. Sytuację trochę uratował siódmy sezon ale on też nie był rewelacyjny. No ale tu już chociaż Kapinos wiedział, że to ostatni sezon i trzeba jakoś chociaż główne wątki pozamykać. 

A na koniec motyw przewodni pierwszego sezonu.